Marcin Chludziński – Mit polskich śmigłowców

115
2392

Polski przemysł zbrojeniowy, w mojej opinii, przez wiele lat ulegał degradacji ze względu na brak polityki państwa wobec tego sektora. Brakowało mechanizmów, które by wymuszały produkcję tego, czego potrzebuje wojsko, a wojsko nie potrafiło zdefiniować, czego potrzebuje. Panował pasożytniczy sposób działania w oparciu o wielomilionowe kontrakty rozwojowe, które de facto ledwie podtrzymywały istnienie sektora, ale nie powodowały jego rozwoju, bo niczego tam nie produkowano.

Bylibyśmy w stanie dostarczyć śmigłowce, gdyby odpowiednio wcześniej ktoś uruchomił przemysł i pracował nad tym. Mamy casus sokołów (wielozadaniowych helikopterów produkowanych w Świdniku), które były dość dobrymi śmigłowcami z funkcjami, dla których teraz kupiliśmy francuskie caracale. Zastopowano ten program wiele lat temu, nie kupowano tego sprzętu, nie było więc za co rozwijać programu.

Brak inżynierów z wiedzą i doświadczeniem doprowadził do takiej sytuacji, że nie jesteśmy w stanie produkować nawet odpowiedniej stali o takiej jakości, żeby móc zastosować ją w przemyśle zbrojeniowym. W efekcie podwozia do krabów musimy kupować w Korei Południowej.

Czyli to nie jest kwestia przekrętu, korupcji, tylko upadku technologicznego Polski?

Myślę, że korupcja też miała swoje znaczenie, tak samo jak brak zamówień produkcyjnych. Inżynierowie przechodzili na emerytury, nie było komu przekazać wiedzy i doświadczenia, ponieważ firmy się nie rozwijały. Huty też straciły zdolność produkcji pewnego rodzaju stali. Brak ruchu w interesie ze strony państwa, które zawieszało różne działania albo nie zamawiało masowo, powoduje degradację technologiczną. Szczególnie widać ją w firmach, które nie musiały konkurować z nikim za granicą. Zakłady optyczne, wyspecjalizowane zakłady związane z łącznością, z elektroniką, z radarami, które konkurowały na zewnątrz, dały sobie radę i nie straciły ani mocy produkcyjnych, ani nie uległy degradacji technologicznej. Utrzymały bazę badawczo-rozwojową oraz zdolności wytwórcze, m.in. dzięki temu, że są to w dużej części firmy prywatne o innej kulturze zarządzania.

Zobacz także  A co jeśli to pucz?

Obecnie mamy do czynienia z zabawnym sporem, w którym podkreśla się, że Świdnik czy Mielec to polskie firmy, a przecież one już od dawna są w rękach zagranicznych koncernów.

Ta kwestia stała się głównym wątkiem w debacie publicznej, która rozgorzała po ogłoszeniu decyzji dotyczącej zakupów dla polskiej armii. To ważne, ile pieniędzy wydanych przez MON zostanie w Polsce. Ale wątek ten, zdaje się, ma przykrywać zupełnie coś innego, a konkretne to, że wydajemy wiele miliardów złotych w sposób absolutnie mało transparentny, a przecież to wszystko powinno być jawne.

MON mówi, że to niemożliwe, bo to naraża nasze bezpieczeństwo.

Zdaję sobie sprawę, że część tych danych może być niejawna. Ale kryteria, które wprowadziliśmy w kontekście zakupu, to nie są rzeczy tajne. Zresztą dokumentacja tego śmigłowca też nie jest rzeczą tajną, bo Rosjanie, jak będą chcieli, mogą sobie kupić dwie takie sztuki i będą wiedzieli, jak to działa.

Mimo embarga?

(śmiech) Proszę nie żartować. Kupią lub wypożyczą np. z Brazylii. Albo wykradną dokumentację. Francja to bardzo przyjazny Rosjanom kraj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.