Koniec romansu

0
1581

Dzisiaj wydaje się, że gender i lewica to zaprawieni towarzysze w bojach o nowy, socjalistyczny świat i trudno ich od siebie oddzielić. Ale mam przeczucie, że taki stan rzeczy niedługo może ulec zmianie.

Siedząc dzisiaj na redakcyjnym dyżurze szukałem jakiegoś tematu, który się ładnie kliknie i oddali ode mnie perspektywę wzięcia się za jakąś uczciwą robotę. A takimi klikalnymi tematami, które prawicowym czytelnikom od dawna się nie chcą znudzić, są gender i LGBT – napisanie o nich to wręcz gwarancja zainteresowania.

W końcu znalazłem odpowiedni temat. Jeden z kalifornijskich polityków postanowił wprowadzić ustawę, która zabroniłaby rodzicom przeprowadzać operacje zmiany płci swoich dzieci zanim nie skończą sześciu lat i będą mogły same się wypowiedzieć w tym temacie. Jego ustawa, co było w Commieforni do przewidzenia, przepadła już na etapie dyskusji w odpowiedniej komisji.

Temat jak temat, napisałem co miałem napisać i wziąłem się za następny. Ale coś mnie tknęło – stanowy senator który ją napisał nie był Republikaninem a Demokratą. Nie udaję, że jego nazwisko mi cokolwiek mówiło, ale szybki gugiel pokazał, że nie jest też farbowanym Demokratą jak Manchin czy Lieberman, a w pełni uformowanym lewakiem, którego nawet Razemki uznałyby za radykała. Co więcej dowiedziałem się, że nieco wcześniej inny lewicowiec złożył projekt niemal identycznej ustawy w Nowym Jorku.

Te dwie ustawy niczego nie znaczą w ogólnym obrazie rzeczy. Ale sztuka przewidywania tego w jakim kierunku pójdzie sytuacja polityczna, polega właśnie na znajdywaniu takich pozornie nic nie znaczących zdarzeń i łączeniu ich ze sobą celem wyciągnięcia wniosków. A ja wyciągnąłem taki, że romans genderu z lewicą już niedługo skończy się bolesnym rozstaniem.

Zacznijmy od tego, że te dwie ideologie nigdy do siebie nie pasowały. Charakterystyczną cechą dżendarmów jest bowiem ich dążenie do indywidualności, do wyróżnienia się za wszelką cenę z tłumu. Stąd właśnie nagła popularność tej, z braku lepszego określenia, ideologii wśród nastolatków czy ciągle rosnąca ilość „płci” – nie mam pojęcia ile ich jest teraz, ale niedługo będzie ich chyba więcej niż jest dżendarmów. Lewica natomiast dąży do dalece idącej unifikacji. W końcu ich ideałem jest to, że wszyscy będą równi, poza tymi, którzy tym cyrkiem będą rządzić rzecz jasna. A jedynym sposobem, żeby to zagwarantować jest sprawić, że wszyscy będą tacy sami. Indywidualiści spod flag gender nie pasują do tej koncepcji, są potencjalnym elementem wywrotowym.

Zobacz także  W co grają elgiebety?

I ja sobie tutaj nie teoretyzuję. Dokładnie ta sama zasada dotyczy bowiem również LGBT – i jak ktoś nie wierzy to niech przyjrzy się temu jak żyło się LGBT w krajach, w których socjaliści zdobyli władzę. W sowieckiej Rosji bolszewicy początkowo zalegalizowali homoseksualizm i przywrócili homoseksualistom prawa obywatelskie, ale już pod koniec lat dwudziestych uznali go za chorobę psychiczną, a niedługo potem zaczęli ich zamykać w gułagach. Jaki był ich los pod władzą Hitlera po rozprawie z Rohmem przypominać zasadniczo nie trzeba. W Chinach w trakcie rewolucji kulturalnej od razu uznano ich za element niepożądany, z wszystkim co się z tym wiąże. Na Kubie Che, wbrew obiegowej opinii, nie wrzucał ich do obozów. Ale sprawił, że nie mogli odbywać obowiązkowej służby wojskowej, przez co trafiali – jak wszyscy, którzy nie spełniali tego obowiązku – do obozów pracy, w których byli wyjątkowo paskudnie traktowani przez strażników. I tak dalej.

Dlaczego więc genderowcy przykleili się do lewicy? Z wielu powodów. Jednym z nich jest brak wiary w to, że uda jej się osiągnąć pełnię władzy i zabrać się za rozprawę z dawnymi sojusznikami. Drugim jest fakt, że do promocji ich ideologii niezbędny jest im dostęp do aparatu nacisku państwa. Prawicowy rząd może i mógłby ich tolerować, ale na pewno nie wprowadziłby im żadnych przepisów antydyskryminacyjnych etc. ani nie finansowałby ich działalności z pieniędzy podatników. Po trzecie większość z proroków gender wywodzi się z największego na świecie źródła lewackiej zarazy czyli zachodnich uniwersytetów, więc naturalne dla nich było pójście dla swoich.

No dobra, ale dlaczego lewica zgodziła się na ten sojusz? Niektórzy tłumaczą, że stało się tak przez marksizm kulturowy i popieranie wszystkiego, co niszczy zachodnią cywilizację. Nie negując do końca tego, że tak mogło w dużym stopniu być, uważam, że jest prostsze wyjaśnienie. Lewica w demokratycznych państwach zdobywa władzę poprzez przekonywanie różnych mniej lub bardziej zmarginalizowanych grup – mniejszości etnicznych, LGBT, niepełnosprawnych etc. – że walczy w ich obronie, tym samym kupując sobie w ten sposób ich głosy. Taki numer zrobili chociażby Demokraci, którzy nagle pokochali Murzynów chociaż od początku powstania byli partią rasistów i właścicieli niewolników – a jego sukces zapewne przekonał innych, że to dobra metoda.

Zobacz także  Etnocentryzm: Atut czy bariera?

Gender w tym wypadku jest po prostu kolejną grupą, której głosy można zdobyć idąc po władzę. A poparciem dla nich można również utrwalić poparcie dla siebie wśród wszelkiej maści tolerastów i postępowców, a to nawet większy elektorat niż sami zmiennopłciowi.

Jest jednak jeden problem. Gender, w przeciwieństwie do np. LGBT, jakoś nie chce się przyjąć w społeczeństwie. Na zachodzie nikogo już nie szokują homomałżeństwa czy adopcja przez nich dzieci i nawet tamtejsza, pożal się Boże, prawica akceptuje to zwycięstwo. Ale gender budzi jednak nadal spore opory. Jednym z powodów tych oporów, może i najważniejszym, jest ich zamiłowanie do dzieci. Genderowcy walczą ostro chociażby o to, żeby dzieci mogły dokonywać terapii płciowej czy nawet operacji bez zgody swoich rodziców czy aby państwo odbierało prawa rodzicielskie tym, którzy nie są wystarczająco tolerancyjni. Ostro wchodzą również ze swoją propagandą do szkół, i to niestety z niezłymi efektami. Dysforia płciowa to jak najbardziej realne schorzenie – które WHO w imię politpoprawności już nie uznaje za schorzenie – ale wcześniej dotykało jakiegoś śmiesznego promila populacji. Obecnie w USA deklaruje ją już 3% nastolatków i ta liczba ciągle rośnie.

Ja nie mam dzieci, więc wypowiadam się tutaj teoretycznie, ale perspektywa, że pod wpływem genderowej propagandy nasze dziecko podda się operacji, która może mu zrujnować życie albo, że jakiś urzędnik uzna, że byliśmy zbyt mało tolerancyjni dla jego urojeń więc od teraz będzie się nim opiekować państwo musi być przerażająca. Transwestyta uczący go na spotkaniu w bibliotece jak się masturbować to też nie jest kusząca perspektywa. A że mieszkamy w demokracji to najprostszym sposobem zaradzenia temu jest głosowanie na tych, którzy tego nie popierają.

Ten odpływ głosów jest o tyle istotny, że dotyka odwiecznego żelaznego elektoratu lewicy – klasy robotniczej. Robotnicy głosują na lewicę bo dali się oszukać, że leży to w ich interesie, ale sytuacja ta powolutku się zmienia. Trumpowi udało się wygrać w niegdysiejszym przemysłowym sercu USA, Pasie Rdzy. Brawurowe zwycięstwo Johnsona w UK było możliwe bo na Torysów zagłosowały okręgi robotnicze, z których niektóre popierały lewicę od ponad pół wieku. Robotnicy to bowiem grupa relatywnie konserwatywna i trzeźwo patrząca na świat, wszystkie te genderowe brednie można sprzedawać dekadenckim klasom średnim i wyższym, ale ich do ich sensowności przekonać jest dużo trudniej.

Zobacz także  Krzywa Laffera zadziała pod wodą

Gender oczywiście nie jest jedynym powodem odpływu głosów klasy robotniczej, nie jest być może nawet najważniejszym. Ale to nie ma znaczenia w ogólnym obrazie rzeczy. Tu chodzi o prostą polityczną kalkulację – w końcu sojusz z genderem będzie przynosił lewicy więcej problemów niż zysków, i wtedy kręcący tym cyrkiem bez mrugnięcia okiem i wyrzutów sumienia się od nich odetną. Tak jak niedawno odcięli się od Żydów: wszyscy pamiętamy jak chętnie lewica szermowała oskarżeniami o antysemityzm, ale dzisiaj na zachodzie lewicowi politycy częściej sami są o niego oskarżani niż oskarżają innych.

Moim zdaniem to już zaczęło się dziać. Na razie nie jest to szczególnie mocno widoczne, chodzi raczej o pojedyncze incydenty jak te dwie ustawy ze wstępu. Ale jak ktoś ma dobry słuch, to może już usłyszeć pomruki nadciągającej burzy. Może to i potrwa jeszcze lata, może nawet dekady, ale moim zdaniem ten sojusz długo już nie przetrwa. A nam pozostaje tylko czekać – i szykować popkorn, bo widowisko będzie pierwszoklaśne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here